|
To jest zapis zepsutego życia. Od początku było wybrakowane, ktoś je źle wymyślił, źle skonstruował. Przez lata wprowadzano pewne poprawki, niektóre całkiem poważne. Wyżłobiły w tym życiu głębokie rysy, obudowały je niezliczonymi dodatkami, wieżyczkami, spontanicznie wybitymi oknami, balkonami, nad którymi wiszą daszki z żółtej falistej sprasowanej szklanej waty. Niczego to życie nie znaczy, nie doszukuj się w nim głębi. Trwa, siłą przyzwyczajenia. Rozpędem. ** Kiedy intensywnie zacząłeś znikać, kazałem Ci zniknąć na dobre. Oczywiście zrobiłeś to. Ktoś mi ostatnio powiedział, że być może wystraszyłeś się czułości, nigdy jej tyle nie dostałeś. Może. Co mnie to dzisiaj obchodzi. Po Tobie obudowałem się. W nagłych paroksyzmach nadziei próbowałem coś jeszcze, ale głupio, naiwnie, źle. Czy możesz uwierzyć, że żaden z mężczyzn, z którymi potem poszedłem do łóżka, naprawdę wcale mi się nie podobał? Byli po prostu wdzięczni, że ktokolwiek zwrócił na nich uwagę. Uczynni. Nie mieli szans, by mnie odrzucić. Po Tobie straciłem szacunek do samego siebie. Przestałem nawet pisać tego bloga, bo po co. Przestałem wyrzucać z siebie emocje. Stały się zbyt delikatne. Teraz duszę się wśród nich. Bulgoczą mi w gardle, powodują odruch wymiotny, ale nie, nie, wiesz jak to jest, kiedy nie ma czym wymiotować. stryj 2011-05-24 02:17:15 skomentuj (3) Przekonanie Restauracja w centrum Warszawy. W toalecie na ścianie reprodukcja zdjęcia raka (kraba lub innego skorupiaka ze szczypcami). Na niej ktoś z gości napisał flamastrem: „Czas odejść do tyłu po cichu”. stryj 2010-05-13 23:46:32 skomentuj (3) Wenecja Dziwne miasto. Po wielkiej burzy, zjadłem kałamarnicę u lesbijek, teraz jestem już prawie przy S. Marco. Uroda nie do opisania, puste i smutne miasto, nie wiem, jak to nazwać… Skręcam gdzieś przez pomyłkę i wypadam na błyszczący od deszczu pl. Św. Marka. 50 m od zamkniętej i ciemnej bazyliki unosi się zapach kadzidła. Bazylika jest ciężka, zapada się, po deszczu zbiera się przy niej wielka kałuża i broni dostępu. Grubi amerykańscy turyści gramolą się mozolnie oglądać most westchnień. Jest malutki. Ze wszystkich stron otulają go rusztowania, ubrane w gigantyczną reklamę BULGARI. stryj 2010-05-10 01:16:46 skomentuj (2) Zdarzyło się Na pogrzebie Izabeli Jarugi-Nowackiej, już po nabożeństwie, kondukcie i wszystkich przemówieniach, po odmaszerowaniu wojska, odtworzono piosenkę Kocham cię, życie. Wzruszające jakoś. stryj 2010-05-10 01:00:26 skomentuj (1) owo
To była książka roku 2009, zdecydowanie. Pod względem
arcydzielności nic się z nią chyba długo nie zrówna.
Przed oczami mam Mirona widoki z okien na Siekierki i Gocław. Wędrówki po Grochowie i Bródnie. Penetrowanie nowego Dworca Centralnego. Podróże nocnym 610. Rynek Ateński. Zakupy na Rondzie. Jadwigę i Dziadka na Hożej. Le. na Placu Dąbrowskiego. Obrazy. Kwiaty. Dużo muzyki.
„Wywiesiłem się z dziewiątego piętra w dół. Ile ludzi,
dzieci, huśtawka, trawki, podlatuje piesek, niucha, pewnie urodzony w styczniu,
w lutym. W piaskownicy dzieci. Małe, mało. Jedno aż nieporadne. Co ono ma z
tego? Czy ma? I ile? I nagle wypatrzyłem tą piaskownicę napadem całego uczucia.
Ogromnie dużo ma. Nie wie co, ale całe jest w piachu. W obijaniu ręką o deskę,
o ciepło. O, tak, pamiętam, jakbym tam spadł, jak w niebo, w ten piasek,
grzebał się. I całe to małe towarzystwo nie liczy czasu. Zrobiła się z miejsca
wieczność. Czas wisi. Czas jest odłożony. Już zwyciężony? Ale racja. Za ileś to
ten piesek nie będzie tak w tym szczęściu. I to dziecko też nie. Zmienią się,
odmienią z czasem. »Czas«, wyraz, jest. No, trudno. To tyle, co ja go teraz
potrzymam w ręku nad podwórkiem. Wisi. Porozumienie. Ma dwa końce, ale jeden
koniec utopiony w żywiole oddalenia, niezłapania. To tak i z Mozartem. On
nadawał mi wtedy, teraz ja odbieram. Trzymam za ten koniec, tamten utopiony.
Więcej się nie da.”
stryj 2010-03-16 02:44:20 skomentuj (0) Mleko sojowe Pod koniec swojego panowania zima sprawiła nam prezent: przysypała świat obficie białym cukrem pudrem. Za moim oknem ciemnozielone świerki i czarne drzewa bezliściaste dźwigają puszyste grudy pozlepianego puchu. Wczoraj wracaliśmy z Ciechem z Marek, zachwycając się. Dziś zachwycam się dalej.
Ta zima właściwie jest mi na rękę. Przykryć się śniegiem i
spać. Jedyne, co się dzieje rzeczywiście, to remont mojego nowego mieszkania.
Roznosi mnie niecierpliwość, chciałbym już tam. Pokonuję kolejne wyzwania, te
swoje lęki, że pierwszy raz, a jak pierwszy raz, to nie dam rady.
stryj 2010-03-15 12:22:05 skomentuj (6) Zima Rozpada się. Rozchodzi. Blogi zamierają. Życie wcale nie wzbiera. Zabieramy się za nie.
Wielka pokusa odłączenia. Nie ufam nadziejom. Chwytam się
tego, co materialne. Nowe mieszkanie, podłoga, szafa, łóżko, blaty i kafle.
stryj 2010-02-14 02:11:42 skomentuj (8) |
||||